Pan Bóg, jeszcze zanim się narodziliśmy, powołał nas do świętości. Każdemu z nas przeznaczył inną, jedyną w swoim rodzaju drogę, którą mamy iść przez życie, aby osiągnąć zbawienie. Ta droga to właśnie powołanie. Jednych Bóg powołuje do małżeństwa, innych do życia we wspólnocie zakonnej, innych do samotności, czy to w kapłaństwie, czy jako osoba świecka. Bóg powołuje również do wykonywania specjalnych zadań. Realizując poszczególne zawody można również realizować Boże wezwanie.

Jak rozeznać powołanie? I tutaj uwidaczniają się różnice między nami. Pokazują to również powyższe przykłady. Jedni odnajdują swoją drogą zaraz po maturze, inni potrzebują więcej czasu. Jedni są od razu przekonani, jaką drogą iść, inni wahają się, są bardziej zachowawczy, wolą poczekać. Niestety niemało jest również takich, którzy żyjąc w źle pojmowanej wolności, nie spieszą się z podejmowaniem życiowych decyzji, odkładając je „na później”.

Gdzie rozeznać powołanie? Jeśli ktoś szuka głębszego, osobowego kontaktu z Bogiem i chcę odnaleźć Jego wolę powinien szukać takiego miejsca. Może to być wspólnota parafialna, grupa duszpasterska albo inne duszpasterstwo. Wielu swoje powołanie odkryło na pieszej pielgrzymce albo na rekolekcjach wyjazdowych. Dobrym miejscem na rozeznanie powołania jest seminarium. Wbrew pozorom do seminarium nie przychodzą wyłącznie młodzi ludzie, którzy są całkowicie przekonani, że ich drogą życiową jest powołanie. Zdarzają się tacy, ale większość przychodzi właśnie po to, aby rozeznać swoje powołanie. Pierwsze miesiące to czas modlitwy o odkrycie woli Bożej. Jeśli będzie ten czas dobrze przeżyty, w klimacie kontemplacji, rozmów z przełożonymi i szczerych intencji, wówczas bez żadnych obaw będzie można podjąć decyzję o dalszej formacji ku kapłaństwu albo też o odejściu i podjęciu trudu, jakim jest małżeństwo. W seminarium Bóg przemawia do ludzkich serc i kieruje na właściwą drogę.

I na koniec ważna wiadomość: to nie ty kreujesz swoje powołanie – to Bóg powołuje Ciebie. Nie bądź głuchy na Jego miłosne wołanie!

Świadectwo

Dla mnie powołanie to po pierwsze relacja z Bogiem. Relacja, do której każdy jest zaproszony choć nie każdy się w nią włącza. Bóg już przed założeniem świata wybrał dla mnie najlepszą drogę. Zanim ukształtował mnie w łonie matki już mnie znał (por. Jr 1,5). Przez pragnienia, konkretne sytuacje, ludzi Pan Bóg pokazuje jaka to droga. Dla mnie pierwszym takim ważnym momentem było pójście na pielgrzymkę do Częstochowy, gdzie bardzo namacalnie doświadczyłem, że Jezus chce żebym poszedł do seminarium. Z jednej strony bardzo się cieszyłem ale i byłem zaskoczony – przecież nigdy nie chciałem być księdzem. Ale wtedy jeszcze moje życie potoczyło się inaczej, a myśl o seminarium potraktowałem jak chwilowy zachwyt. Miałem dziewczynę, co zupełnie zmieniło moje myślenie o przyszłości. Jednak Pan Bóg nie dał za wygraną – pojechałem na rekolekcje gdzie chciałem zastanowić się nad swoim życiem. I tam Jezus znów mnie dotknął podczas adoracji. Ważnym momentem była także rozmowa z przyjaciółką (która potem wstąpiła do zakonu). Byłem w klasie maturalnej, nadszedł czas podejmowania decyzji. Cały czas się wewnętrznie zmagałem, modliłem się – bądź wola Twoja! I ciągle pytałem – czego chcesz ode mnie Panie? I odpowiedział, przez Swoje, na modlitwie, przez ludzi których spotykałem… Uciekałem przed ostateczną decyzją. Wyjechałem na wieś aby odpocząć a tam w parafii… niedziela powołań. To był trudny czas ale zrozumiałem, że przecież seminarium jest miejscem rozeznawania woli Bożej więc nie muszę teraz wiedzieć na 100%. Cały czas wydawało mi się, że nie nadaje się na kleryka… miałem w życiu chwile słabości, nie byłem nigdy ideałem, ale Jezus pokazał mi, że On patrzy zupełnie inaczej (por. 1 Sm 16,7). On wybiera to co pozornie wydaje się, że się nie nadaje (por. 1 Kor 1,26-28). Już po maturze umówiłem się z jednym z księży prefektów na rozmowę. Bałem się, ale to rozmowa bardzo mi pomogła, wyjaśniła wiele. Zdecydowałem się wstąpić!

Teraz wiem, że Bóg wybiera kogo sam chce. Wiem, że to jest zaproszenie a odpowiedź należy do mnie, On do niczego nie zmusza. Zaproszenie na drogę, która nie pozbawiona jest trudnych chwil ale jest drogą piękną i prowadzącą do pełni życia. Dzisiaj z jeszcze większą mocą powtarzam: Panie Tobie oddaję moje życie!

kl. M. I.

Pierwsze tygodnie

Jestem klerykiem pierwszego roku od dwóch miesięcy. Datę wstąpienia do seminarium zapamiętam do końca swojego życia. Był to dzień 13 września 2009 r. Z datą tą rodziło się wiele pytań. Pojawiły się m. in. takie, które były pytaniami jak najbardziej ludzkimi: „Z kim będę mieszkał?”, „Jak często będę mógł wychodzić?”, a były też takie, które nazwałbym pytaniami zastanawiającymi nad podjęciem właściwej decyzji: „Czy naprawdę jest to moja droga?”, „Dlaczego seminarium?”, „Czy moim powołaniem jest bycie kapłanem?”. Teraz mogę powiedzieć, że na niektóre z tych pytań znam już odpowiedź. Wiem, z kim mieszkam, wiem jak często mogę wychodzić. Nie wiem natomiast czy naprawdę kapłaństwo to moja droga. Jestem głęboko przekonany, że Pan Bóg ma swój udział w tym, że jestem alumnem pierwszego roku, nie mniej jednak jestem cały czas w trakcie rozeznawania tego powołania.

Jak już wcześniej wspomniałem w domu formacyjnym dla przyszłych kapłanów mieszkam dwa miesiące. Przez ten czas poznaliśmy na jakich płaszczyznach odbywa się formacja przyszłych duchownych. Razem z kolegami kursowymi odwiedzamy wiele parafii naszej archidiecezji. Poznaliśmy wielu proboszczów, którzy podchodzą do nas z sercem i wyrozumiałością. Uczymy się jak lepiej możemy przygotować się do spotkania z Chrystusem, a także wiele innych rzeczy, które kandydat do stanu duchownego powinien wiedzieć i w nich trwać.

Punktem kulminacyjnym był dzień 20 października kiedy przed arcybiskupem, biskupami pomocniczymi, przełożonymi oraz całą wspólnotą seminaryjną uroczyście złożyliśmy ślubowanie, że będziemy gorliwie wykorzystywać czas i wypełniać obowiązki jakie wiążą się z byciem seminarzystą.

Ufam, że Pan Bóg pozwoli dobrze rozeznać nam wszystkim drogę, którą On każdego z nas chce kierować. Prośmy Go o to, aby nasze decyzje były zawsze zgodne z Jego wolą, by miłość do Niego nie pozwoliła nam na podejmowanie decyzji, które zaspokoiłyby wyłącznie nasze ambicje.

kl. Marcin